Korespondencja Henryka Ciemniewskiego

Kart­ka nade­sła­na z obozu w Sta­ro­biel­sku, stem­pel nieczytelny

Kart­ka nade­sła­na z obozu w Sta­ro­biel­sku, dato­wa­na 29 listo­pa­da 1939

Sta­ro­bielsk, 29 XI 1939

Dro­dzy Moi

Po trzech mie­sią­cach mil­cze­nia mogę Was naresz­cie zawia­do­mić, iż losy wojny rzu­ci­ły mnie aż do Bol­sze­wii. Jestem zdrów, nic mi na razie nie bra­ku­je poza wia­do­mo­ścią o Was, o tem, jak Wam się życie zło­ży­ło z czego żyje­cie, czy wszy­scy jeste­ście w domu, a jeśli nie — to gdzie, czy Bro­nek zdą­żył ścią­gnąć z Biel­ska — a chciał­bym otrzy­mać od Was jak naj­lep­sze wia­do­mo­ści, co mnie bar­dzo uspo­koi. O mnie się nie mar­tw­cie, nawet nie myśl­cie o mnie, bo to nic nie pomo­że, Pisz­cie do mnie jak naj­czę­ściej, choć raz na tydzień, ści­śle wg adre­su, o czym tylko może­cie, Trzy­maj­cie się kupy i zgody, a kupę tę może nie­dłu­go powięk­szę, Cału­ję Was wszystkich
Heniek

List nade­sła­ny z obozu w Sta­ro­biel­sku, dato­wa­ny 2 marca 1940, stro­na 1

 

Sta­ro­bielsk 2 marca 1940

Dro­dzy Moi.
Mając do wybo­ru napi­sa­nie listu do Was lub do Stef­cia, któ­re­go kartę otrzy­ma­łem 19 lute­go, zde­cy­do­wa­łem się na to pierw­sze, gdyż ina­czej powsta­ła­by dwu­mie­sięcz­na prze­rwa. Chciał­bym koniecz­nie do niego napi­sać, by go tro­chę pod­nieść na duchu, bo nie wiem, jak on się czuje i trzy­ma, więc wy mnie musi­cie w tym zastą­pić, Was chyba nie potrze­bu­ję. O otrzy­ma­niu listu pole­co­ne­go pisa­łem w potrzeb­nym liście, tu wspo­mnę, że od mamu­si i Jadzi dosta­łem kartę z życze­nia­mi, za które dzię­ku­ję, a poza­tym na deser kartę od p. Gieni, któ­rej pro­szę podzię­ko­wać za pamięć i powie­dzieć, że wydo­by­cie mnie stąd jest nie­moż­li­we, że mój oso­bi­sty los jest tutaj naj­mniej ważny, a tym­cza­sem wio­sna idzie — nowa nadzieja.
Pro­szę ojca, by pofa­ty­go­wał się na ulicę Gra­bo­wą /róg Bandurskiego/ odna­lazł rodzi­nę Słu­żał­ków, aby pisa­ła do Wacka.
Żal mi ojca, że ma taką eme­ry­tu­rę, może­by się dało, żeby miast ojca Wań­dzia lub Jadzia zła­pa­ły jakąś robótkę.
Do matki mam taką proś­bę, by nie mar­twi­ła się, nie wspo­mi­na­ła mnie, a nawet sta­ra­ła się o mnie zapo­mnieć, prze­cież się jesz­cze zoba­czy­my, jest to tylko kwe­stia czasu.
Pisząc o zapo­mnie­niu, nie mam na myśli, by do mnie nie pisa­ła, owszem, niech mama to robi jak naj­czę­ściej, a kto może niech się dopi­su­je. Gdyby się kon­takt urwał ze Stef­ciem, pro­szę mi o tym napi­sać. Chciał­bym być teraz w jego skó­rze. Napisz­cie mi, czy są już wia­do­mo­ści od Wieś­ka Pod­gór­skie­go, co robią Syk­tek, Sta­siek, Antek, Mie­tek, Fra­nek i inni.
Sur­cum Corda
Cału­ję Was
Heniek.

 

List nade­sła­ny z obozu w Sta­ro­biel­sku, dato­wa­ny 2 marca 1940, stro­na 2